wieczorna przejażdżka po okolicy. za dnia było dzisiaj bardzo gorąco, okolice 30 stopni ;-)
po raz pierwszy wybrałem się w forumowym stroju, tj koszulce, ale całkiem nieźle pasują do niej zapomniane przeze mnie spodenki nabyte kiedyś tam w Biedronce za bodaj 5 zł ;P
Potem pognałem [no trochę to na wyrost, nie lubię specjalnie gnać gdy nie ma takiej potrzeby :P] w stronę Kamionek. chciałem sprawdzić jedną gruntówkę na potrzeby przejazdu w przyszłym tygodniu grupy dojazdowej na Zlot forum podrozerowerowe.info, która to grupa startuje w Toruniu.
nad samym jeziorem nie brakuje ludzi, na pomoście, na plaży, w knajpkach czy przy grillu. fajnie, wiosennie, co zresztą widać też po polach - kwitnie rzepak ;-)
powrót koło kościoła w Papowie, ale tarka tam niemiłosierna, plus z 50 metrów pchałem rower :P
lampka sigmy sprawuje się solidnie, aczkolwiek czekają mnie jakieś kombinacje z jej umiejsciowieniem. na kierownicy koliduję z lemondką, na szczycie lemondki z kolei wpada we zbyt duże drgania.
test nowych opcji na bsie, podobno ma te aktywności nie wliczać do statystyk, zobaczymy :P
pierwotnie mieliśmy z Magdą w poniedziałek pojechać gdzieś na rowerach, ale dłużej nam się pospało, potem zakupy, sadzenie poziomek i truskawek na balkonie i ostatecznie wybraliśmy się na dłuższą pieszą wycieczkę do Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Niby nic wielkiego, ale dla mnie - mieszkańca rejonów płaskich - taki TPK to świetna sprawa, trochę Beskid Niski w skali mikro mikro.
logger zarejestrował to tak:
Początkowo kierujemy się szlakiem niebieskim, który wije się malowniczo lewo-prawo oraz góra-dół. Dochodzimy tak aż do Doliny Węży, gdzie skręcamy na czarny szlak, którym poruszamy się przez następne kilka km. Przecinamy Doliny Radości i Świeżej Wody, zdobywamy Wzniesienie Marii. Próbujemy wypatrzeć ślady dawnej skoczni narciarskiej, ale nam się nie udaje. Mamy za to bliskie spotkanie z sarenką, duużo ciszy i pięknej przyrody, także w rezerwacie.
Tytułowy chiński motyw, to papu, nagroda za wysiłek zjedzona w centrum handlowym osowa :P powrót do Oliwy darmowym autobusem, a potem jeszcze kawałek do domu.
Ruszamy wszyscy razem o 10, ale już po kilku minutach rozstajemy się z Marcinem i Maćkiem, którzy udają się w swoją stronę. Razem z Turystą i Kubą jedziemy razem przez ponad 10 km. Chłopaki odłączają się i jadą do Gdańska najkrótszą drogą, ja jadę tak aby zdobyć gminy: Liniewio, Nowa Karczma, Przywidz, Skarszewy, Trąbki Wielkie i Pszczółki.
Zaczyna trochę dokuczać mi wiatr, trochę mi się nie chce jechać, a i też nie ma pośpiechu - Magda pracuje do 22, a chce podjechać akurat tak aby odebrać ją z pracy. Dlatego po drodze nie brakuje licznych przerw na odpoczynek i opalanie.
Ostatecznie w Gdańsku melduję się koło 20. Robię sobie mały spacer po starówce, a potem jadę do Sopotu odebrać Magdę z pracy.
Rano w drogę ruszamy nieco wcześniej niż poprzedniego dnia. Zaczynamy od obejrzenia małego leśnego akweduktu, gdzie nie ma tej całej turystycznej otoczki. jest po prostu akwedukt i las. jest nieco mniejszy niż ten w Fojutowie, ale równie uroczy.
W Rzepicznej odłączam się na jakiś czas od grupy - chcę zdobyć kilka gmin. Umawiamy się w Konarzynach na kilka godzin później. Zdobycie gminy Osiecznej okupuję 2 kilometrami pchania roweru. Następnie do kolekcji wpadła Czarna Woda i Kaliska. Ze Zblewa zrezygnowałem bo miałem słaby czas i nie chciało mi się już dalej jechać krajówką.
Skręcam w lewo, początkowo jest asfalt, ale szybko zmienia się on w gruntówkę o różnej jakości. Momentami jadę, momentami pcham, ale w sumie nie jest tak tragicznie. W Konarzynach trochę czekam na kolegów, ponieważ oni pchali jeszcze więcej ;-)
Z Konarzyn pchamy dalej już razem, aż w końcu wydostajemy się na asfalt. Nocujemy nad jeziorem Wdzydze na działce u Marcina [dzięki za wspaniałą gościnę!]
Ranek pochmurny i nieco chłodny. Pakowanie się zabiera moim niewprawionym w biwakowanie kolegom nieco więcej czasu, ale ostatecznie w drogę ruszamy przed 11.
Po chwili wjeżdżamy na teren parku narodowego borów tucholskich. a tutaj pięknie - lasy, jeziorka, cisza i spokój. robimy liczne postoje, oglądamy m.in. pętle lipnickiego spacerując po kładkach, a także 600-letni dąb bartuś. tempo raczej ślimacze, ale też nigdzie nam się nie spieszy.
Po opuszczeniu parku kierujemy się w stronę Mylofu, gdzie oglądamy zaporę na Brdzie, a następnie jemy obiad.
Nocleg wypada nam w okolicy Legbąda [po wizycie na akwedukcie w Fojutowie] przy gospodarstwie agroturystycznym. wyszło 10 zł od głowy, ale warunki szałowe nie były.
Pobudka o 6 rano, o 7.35 wsiadam w pociąg do Bydgoszczy. W trasę ruszam przed 9. Pogoda ładna, wiatr w twarz ale leciutki, więc jazda przebiegała bardzo sprawnie.
Zdobywam gminy: najpierw Świekatowo, potem Lubiewo [które jest gminą nr 500 w mojej kolekcji] oraz Cekcyn.
większy postój urządzam sobie w Gostycynie nad jeziorem. potem aż do Swornychgaci jadę w zasadzie bez większych odpoczynków. Na miejscu jestem przed 17, po około 40 minutach docierają także Turystą z synem Kubą oraz Marcin z synem Maćkiem.
Nocujemy na agrokempingu koło Swornychgaci. Jest to malutkie pole nad samą Brdą, ceny: 5 zł osoba, 6 zł namiot.