Dzień wita nas przenikliwym zimnem. Powoli pakujemy swoje manatki i ruszamy w drogę. Skład powiększył się o Yoshka, który dotarł o 2 w nocy, jest więc nas szóstka.
Od samego początku naszej jeździe towarzyszy mocny wiatr w plecy. Do tego dostajemy dużo informacji o planowanym pogorszeniu pogody i ulewach w najbliższych dniach. Nic więc dziwnego, że w głowie kołacze się myśl, by do Pokrzywnej dojechać na raz. Po co moknąć dwa razy i rano zwijać do tego mokry namiot.
Po drodze z Yoshkiem odwiedzamy pomnik Fryderyka Wielkiego koło Pokoju i pozostałości tajemniczej budowli z podziemnym labiryntem. W międzyczasie Yoshko łapie też dwa kapcie ;-)
Ostateczną decyzję o dojeździe "na raz " do Pokrzywnej podejmujemy koło setnego kilometra. Wtedy też odłączam się od chłopaków. Skoro jedziemy do bazy, to postanawiam pojechać swoim tempem, ich wolniejsze było już dla mnie trochę meczące. Na liczniku cały czas utrzymują mi się prędkości w okolicach 26-28km/h, nic więc dziwnego że do samego schroniska docieram ponad godzinę szybciej niż reszta. Deszcz łapie mnie dopiero na ostatnich 10 km. W bazie jest już kilka osób, rozstawiam namiot w nieco przeciekającej szopie, po czym otwieram piwko i zaczynam zlotowanie ;-)
Kolejny dzień zaczynamy od odszukania w lesie Głazu Św. Jadwigi. Kamyk całkiem spory, zdecydowanie ciężko go ze sobą zabrać. Kolejne kilometry to rozmaite asfalty w drodze do Ostrowa Wlkp. Sam Ostrów przelatujemy bardzo sprawnie i wjeżdżamy w tereny Stawów Przygodzickich. Same Stawy mnie trochę rozczarowały, spodziewałem się czegoś w stylu Stawów Milickich. Za to Rezerwat Wydymacz niczego sobie: gęsty las, torfowiska, ładna przyroda.
Za rezerwatem brutalnie atakuje mnie patyk blokując przednie koło. Obyło się bez latania i strat w sprzęcie, tylko jedna szprycha się pogięła. Poruszamy się dalej szlakiem PTTK, czyli standardowo - piachy jak cholera. Na mnie nie robiło to wrażenia z racji opon26x2,15 ale chłopaki na swoich cieniznach mieli problemy.
Za Ostrzeszowem zaczyna się robić ciekawe, pojawiają się hopki, wjeżdżamy w teren Wzgórz Ostrzeszowskich. Terenowym wariantem zdobywamy najwyższy szczyt Wielkopolski, Krzyż Wielkopolski 284 mnpm. Potem już tylko zakupy i szukanie noclegu. W międzyczasie dołącza do nas Borafu. Biwak ostatecznie rozbijamy na leśnej polanie za zgodą leśniczego.
Nowe gminy: 8 647: Nowe Skalmierzyce 648: Ostrów Wlkp - obszar wiejski 649: Ostrów Wlkp - obszar miejski 650: Przygodzice 651: Odolanów 652: Ostrzeszów 653: Kobyla Góra 654: Bralin
Rano posileni jajecznicą i bogatsi w kanapki od Elizium ruszamy w dalszą drogę. Zaczynamy od dotarcia do Warty, a tam wjeżdżamy na wał i przez kilka kilometrów jedziemy w terenie prawie że pozbawionym działalności ludzkiej ;-) Wartę przekraczamy mostem kolejowym w Solcu.
Kolejne kilometry to fajna dukty leśne. Uciekamy przed laserami i wchodzimy na wieżę widokową, z której jednak nic nie widać bo nie wycięto drzew dookoła. Potem odwiedzamy muzeum Adama Mickiewicza, pokonujemy podjazd pod Szwajcarię Żerkowską. Nocleg w Gołuchowie w domku campingowym załatwionym po taniości przez Norberta. Wcześniej jeszcze odwiedzamy zamek Leszczyńskich w Gołuchowie.
nowe gminy: 8 639: Krzykosy 640: Nowe Miasto nad Wartą 641: Żerków 642: Jarocin 643: Kotlin 644: Czermin 645: Pleszew 656: Gołuchów
Dzień zaczynamy na czczo. Zwijamy namiot, pakujemy toboły i udajemy się 300 metrów dalej nad brzeg jeziora, aby w komfortowych warunkach zjeść śniadanie i wypić kawę ;-)
Następnie odwiedzamy skrzyżowanie rzek w Wągrowcu i ruszamy w dalszą podróż. Ponownie na trasie wielkich emocji nie ma, ale na pewno jest ciekawiej niż dzień wcześniej. Przede wszystkim wiatr wieje nam w bok a nie w ryj, a do tego wjeżdżamy na szlak cystersów i mijamy kilka ładnych drewnianych kościołów. Przejeżdżamy też przez bardzo ładną Puszczę Zielonkę. Po drodze oczywiście zgarniamy kolejne gminy do kolekcji.
W Biskupicach łapie nas deszcz, przeczekujemy go w warzywniaku w towarzystwie lokalnej społeczności, która jeździ rowerem z przywiązaną siekierą. Na nocleg docieramy do Kórnika, gdzie fantastycznie goszczą nas Kamila i Krzysiek - Elizium. Ekipa dojazdowa się powiększa, dołączają bowiem Norbert i Radek. Wieczór spędzamy przy spaghetii, piwku i rozmowach.
Ani się nie obejrzałem, a tu nastał maj i czas jechać na kolejny Zlot forum podrozerowerowe.info. Tym razem na miejsce Zlotu wybrano Pokrzywną w Górach Opawskich. Pierwotny plan dojazdu zakładał start z Nowego Sącza i dalej mniej więcej po śladzie Maratonu Rowerowego Dookoła Polski. Niestety Magda odniosła kontuzję, plan więc upadł, ostatecznie więc ruszyliśmy w trasę z Bydgoszczy. Na dobry początek skład tylko dwuosobowy, w towarzystwie Cinka, ale z czasem się powiększał ;-)
Pierwszy dzień bez żadnych spektakularnych zdarzeń. Cały czas pod silny wiatr, z małymi przerwami podczas odcinków leśnych. Trochę terenu, żadnych podjazdów, pełno pól rzepaku. Kilka razy zagraża nam deszcz, ale ostatecznie tylko dwa razy trochę mży. Nocleg ogarniamy na dziko w lesie w Wągrowcu.