Moja tradycyjna trasa do Młyńców. Nie jestem do końca pewien czy idealnie skalibrowałem licznik, ale chyba jest ustawiony w miarę dobrze. Tempo turystyczne, pogoda ładna, wycieczka udana.
No i przy okazji mini jubileusz - peklo moje pierwsze 5000 km na bikestatsie ;)
Kurier przyniosl dzis nowiutka opone schwalbe marathon, to i trzeba bylo ja przetestowac. Zamiana Rubeny 26 x 1,90 za 19 zl na nieco drozsza oponke 26 x 1,50 robi roznice.
Wycieczka zaczęła się w moim stylu. Nigdy nie należałem do osób urodzonych pod szczęśliwą gwiazdą, a już tradycją jest, że każdy większy wyjazd rowerowy muszę uczcić jakimś wyczynem - a to coś rozwalę, a to złapie kapcia.
O 9 rano otworzyłem schowek rowerowy i już wiedziałem, że mój wyjazd się lekko opóźni. Na szczęście jutro/pojutrze kurier przyniesie mi nową oponę na przód - Schwalbe Marathon i może skończą się te przebite dętki ;-)
Wymiana, mycie rąk, wycieczka na stację aby skorzystać z kompresora poskutkowały tym, że tak na serio to wyjechałem tuż przed 10. Żeby nie było mi tak wesoło to zaraz wkopałem się w las, w którym panowały na przemian błoto i piaskownice. Opony miałem dość mocne dopompowane, więc fragmentami musiałem nawet prowadzić rower.
Wiatr miał wiać z południa. Przynajmniej takie były założenia. Około 10 rano zadecydował jednak, że zmieni swój kierunek i powieje trochę z północy. Jakby tego mało to gdzieś pod Wąbrzeźnem się zgubiłem. Urwała się droga, pojawiło się kilka gruntówek. Bagno jak cholera, a jeszcze jak na złość mnie ciągle jakieś psy goniły.
Później na szczęście było już lepiej. Zaliczyłem kolejno 9 nowych gmin do kolekcji: - Wąbrzeźno - Wąbrzeźno - gmina miejska - Książki - Dębowa Łąka - Bobrowo - Jabłonowo Pomorskie - Świecie nad Osą - Radzyń Chełmiński - Gruta.
Poranne opóźnienia spowodowały, że cały wyjazd nieustannie się spieszyłem. O 19 miałem bowiem pociąg z Grudziądza do Torunia. Po lekkim błądzeniu po tym mieście ostatecznie na dworcu zameldowałem się o 18.40.
Pierwszy raz w życiu jechałem pociągiem Arrivy. Bilet studencki kosztował 4 zł z groszami, rowerowy 5 zł z groszami. Z tyłu znajdował się osobny przedział, w którym było dużo miejsca dla rowerów. Drzwi bardzo szerokie, nie ma problemu wejść z rowerem, nawet jeżeli miałby założone sakwy. Jedynym minusem były strome schody przy wejściu do wagonu. W Toruniu byłem o 20.25
Sobote i wiekszosc niedzieli spedzilem w Chelmnie na wyjazdowym zebraniu zarzadu stowarzyszenia. Wrocilem do domu w niedziele po 17, dostalem sygnal od Polssona i Kasy, ze wracaja z krecenia setki. Szybko wiec ruszylem wyjechac im naprzeciw, a potem pokrecilem sie jeszcze troche po Toruniu.
Wróciłem około 17.00 z uczelni, a o 17.55 poszedłem na spontaniczny rower z Kasą i Polssonem.. Oprócz krótkiej przejażdżki do Kopanina wyszła z tego jeszcze pętelka po Toruniu.
Po powrocie do domu zdałem sobie sprawę, że równo rok temu zachciało mi się jeździć na rowerze i popełniłem pierwszy wpis na bikestatsie. Rocznica została więc symbolicznie uczczona ;-) Rok temu zrobiłem 12 km, dzisiaj 39. Można więc powiedzieć o jakimś progresie ;-)
Dzis mial tez miejsce pierwszy test prowizorycznego uchwytu pod aparat na kierownice. Wyszlo dosc niezle. Przede wszystkim aparat jest bezpieczny i nie grozi mu zadna usterka czy odpadniecie. Musze tylko troche jeszcze uszczelnic guma zeby nie ruszal sie na dziurach. Efekt mozna podziwiac ponizej - przecietna jakosc nagrania wynika z przecietnej jakosci mojego aparatu. Ale Polssonowy jest lepszy, wiec na wyprawy powinien starczyc.
Wyjazd z Polssonem o 11 ze stacji Orlen na skrzyżowaniu Polnej z Chełmińska. Cel - Chełmża i okrążenie jeziora Chełmżyńskiego. Bezchmurne niebo i delikatny wiatr sprzyjały jeździe. Tradycyjnie nie obyło się bez usterek, tym razem poszła uszczelka w termosie. Termos przetrwał 20 lat, kilkaset wyjazdów mojego ojca po towar do Berlina, a nie wytrzymał trudów podróży do Chełmży ;-)