Wiaterek nadal lekko wiał w plecy, co pomagało trzaskać kilometry :) Omyłkowo wjechaliśmy do Tomaszowa Mazowieckiego, no ale przynajmniej nowe gminy wpadną do kolekcji. Zmuszeni byliśmy jechać drogą wojewódzką do Opoczna, co w sumie wyszło nam czasowo bardzo na plus.
Największym dramatem tego dnia był przejazd przez miejscowość Końskie. Takich dziurawych ulic i tak brzydkiego miasta już dawno nie widziałem.
Planowaliśmy rozbić się w lesie, ale nie mogliśmy znaleźć dobrego miejsca. Nieco poirytowani wróciliśmy na szosę i zajechaliśmy nad jezioro w Sielpii Wielkiej. Znajduje się tam kilka ośrodków wypoczynkowych, które akurat były opustoszałe z racji słabej pogody. Rozbiliśmy się na terenie jednego z nich co kosztowało nas 10 zł.
Na początek może słów kilka o wyprawie. Docelowo miała to być przejażdżka po ścianie wschodniej. Dołożyliśmy do tego Bieszczady i ostateczna wersja brzmiała: Rzeszów - Ustrzyki Górne - Suwałki. Dwa tygodnie przed wyjazdem stwierdziliśmy jednak z Polssonem, że po co mamy jeździć pociągami skoro mamy rowery... Wsiedliśmy więc we wtorek 5 lipca na nasze rumaki i pomknęliśmy w stronę Rzeszowa. Czas nas gonił, bowiem w sobotę miał tam dojechać pociągiem Kasa.
Wyruszyliśmy w trasę o 8 rano. Kierowaliśmy się na Czernikowo, potem Bobrowniki, Włocławek i dalej na Kutno. Do kolekcji powoli zaczęły wpadać nowe gminy.
Pogoda bardzo ładna, około 22 stopni, dużo słońca. No i co najważniejsze: lekki bo lekki, ale jednak wiatr w plecy. Owszem, kilkukrotnie natknęliśmy się na ślady deszczu, ale ani razu nas nie złapał w trakcie jazdy. Takie szczęście do aury mieliśmy przez 95% wyjazdu.
Trzaskaliśmy sobie kilometry aż miło, zaplanowana trasa przebiegała bez większych problemów. Trochę pobłądziliśmy w Kutnie, no ale to nic wielkiego.
Miejsca na obóz zaczęliśmy szukać około 19.30, po zrobieniu zakupów w sklepie w Głownie. Rozbiliśmy się kilka kilometrów dalej, w malutkim lasku nad jakąś wielką rozkopaną budową. Rano zorientowaliśmy się, że to autostrada A2 porzucona przez Chińczyków.
Nocleg na dziko, bardzo bezpieczne miejsce osłonięte ze wszystkich stron. Szybka kolacja, mycie garów i do wyrka :)
Zdjęć za bardzo nie robiłem, bo i w sumie nie było nic ciekawego. Same tereny rolnicze, nuda a i nastawianie na trzaskanie kilometrów :)
Z Perem i Kowalem przez las do Osieka. Tempo bardzo, bardzo, bardzo spokojne [co mnie dosyć mocno zmęczyło] bo chłopaki nie dysponują ani zaawansowaną formą rowerową ani też przyzwoitym sprzętem. Mimo to radzili sobie całkiem całkiem, zwłaszcza Pero, którego jedynym problemem wydawał się być słaby stan techniczny roweru. Z kolei Kowal na ostatnich kilometrach zdawał się być w stanie agonii :P
Sesja się skończyła, humor dopisuje, czas więc zabrać się za rowerowanie. Mieliśmy dziś jechać z Kasą do Płocka na piknik lotniczy. Kasa jednak o 7,20, na 40 minut przed planowaną zbiórką, odwołał wyjazd argumentując to deszczem. Nie do końca rozumiem powody tej decyzji, zwłaszcza że idąc spać doskonale wiedział, że rano ma lekko popadać. Spodziewał się rankiem upału? A ja miałem już przygotowany rower, zamontowałem bagażnik, sakwę, zrobiłem 8 kanapek, usmażyłem 3 kotleciki i przygotowałem kawę w termosie... Cały Kasa.
Nie chciało mi się samemu jechać [w jedną stronę to ponad 100 km], zwłaszcza że całe te samoloty niespecjalnie mnie interesowały. Położyłem się więc znowu do łóżka, z postanowieniem popołudniowego wypadu po okolicy.
Zgodnie z prognozami od 10.30 już nie padało, a szosy szybko wysuszył wiatr. Chwilę po obiedzie wyruszyłem przed siebie. Cel: pomnik ku czci ofiar epidemii cholery w Zębowie. Wioska ta leży około 18 km ode mnie, wybrałem więc nieco okrężną drogę ;-)
Skąd w ogóle pomysł na taki cel wycieczki? Z mapy okolic Torunia i Bydgoszczy, gdzie jest pozaznaczane wiele takich ciekawych rzeczy, na które człowiek normalnie nie zwraca uwagi. Koło tego pomnika przejeżdżałem dobre kilkanaście razy, ale pędząc 30km/h nie wydawał się niczym interesującym. Ot stoi sobie jakiś krzyż ;) Mapy rządzą! Nie to co jakieś tam "dżipiesy" :)
Co ciekawe, tuż obok znajduje się także inny ciekawy obiekt, a mianowicie pomnik przyrody - kem "Zielona Góra". Ciężko tylko go jakoś uchwycić na zdjęciu :)
Dalej wybrałem kierunek na Ciechocin przez Świętosław - nigdy tamtędy nie jechałem i chciałem zobaczyć w jakim stanie jest droga. Jechało się całkiem przyjemnie :)
krótkie kręcenie po okolicy. miało być więcej, ale dorobiłem się wyjątkowo paskudnego otarcia i jazda była mało komfortowa. skupiłem się głównie na poprawie ustawienia lemondki i siodełka, tak aby było wygodnie. foto: [jeszcze przed dokonaniem poprawek]