Po dwóch miesiącach separacji z moim rowerem stwierdzam, że jest to bardzo dobra maszyna. W porównaniu do - wcale nie takiego słabego - górala mojej siostry, jeździ wręcz szatańsko. Choć z racji przyzwyczajenia się do węższej kierownicy początkowo czułem się na Hexagonie jakbym jechał motorem ;-)
Dziś wieczorem u Humana obchodzimy sylwestra, czyli nowy rok akademicki. W związku z tym, że pójdę tam prosto z żużla to zawiozłem już teraz szarlotkę. Niech się schłodzi. Poza tym na stadion i tak by mnie z nią nie wpuścili.
Szosa śmiga aż miło, tylko jeszcze licznik nie jest idealnie skalibrowany ;-)
Wczoraj w nocy wróciłem i skręciłem mój nowy rower. Nigdy nie miałem szosówki, a potrzebowałem czegoś taniego na miasto. Kupiłem więc za 250 zł starą niemiecką szosówkę marki Goericke. W razie jakby ktoś mi go ukradł na mieście to wielkiego płaczu nie będzie :)
Wybrałem się nim z rana do rowerowego kupić kilka drobnostek. Sprawuje się nieźle, choć trochę zrzędzi a przerzutkom daleko do idealnej zmiany biegów. Mimo to wrażenia bardzo pozytywne.
Poniżej wrzucam foto roweru, oraz instrukcję obsługi świeżo zakupionego licznika. Nic nie rozumiem ^___^
dziś wszystko zmówiło się, tak żebym spóźnił się do pracy.
na dobry początek skleroza: po pokonaniu 3 pięter z rowerem, przypomniałem sobie, że nie wziąłem koszulki roboczej. szybko się wróciłem i zapakowałem koszulkę do plecaka
nastepnie syndrom dnia świra podczas zbiegania ze schodów: czy zamknąłem drzwi? nie no, chyba zamknąłem. ale czy na pewno? i znów gnałem po schodach w górę. na szczęście nie przypierniczyłem łbem w skrzynkę na listy.
jak już miałem ruszyć to zresetował mi się licznik. i zamiast jechać bawiłem się w kalibrowanie.
jak już ruszyłem i byłem przekonany, że nic mnie nie zatrzyma, to jak na złość wszystkie kolejne światła przełączały się na czerwone. na skrzyżowaniu gdzie nie ma świateł tir stanął w poprzek i wykonywał manewr wjeżdżania do bramy tyłem.
po chwili lunęło. jak z cebra. padało może 5 minut, ale krople były tak duże, że po 30 sekundach byłem cały mokry. pro forma schowałem się pod drzewem.
gnałem, gnałem i jednak do pracy zdążyłem. z 3 minutowym zapasem.
powrót chłodny, o 1 w nocy było ledwie 7 stopni.
jutro o ile zdrowie Janka pozwoli atakujemy Kippure Mountain - 757 m.n.p.m.
Do roboty. Nigdy nie wiem jaką temperaturę tu wpisać. Do pracy było standardowe irlandzkie 17 stopni. Z powrotem 9 stopni. Wpisać najwyższą, najniższą czy średnią? Ta ostatnia trochę bez sensu, w końcu w temperaturze 13 stopni nie przejechałem ani kilometra.