wieczorna pętelka z Kasą z wizytą w Mirakowie i kąpielą w jeziorze Chełmżyńskim. Ciepła woda, sympatyczna trawiasta plaża, dobre orzeźwienie. Po drodze jeszcze odbiliśmy w bok, bo Kasa nigdy nie był nad jez. Grodzieńskim ;-)
Pobudka o 6, zaś o 7 ruszyłem w trasę. Kierunek wschodni, cel Obszar chronionego krajobrazu Drumliny Zbójeńskie. Dla niewtajemniczonych:
Drumlin – forma ukształtowania powierzchni ziemi pochodzenia glacjalnego. Jest to niskie, owalne wzgórze (długość do około 1 km, wysokość 5 – 60 m) o podłużnym, asymetrycznym profilu (bardziej stromy stok występuje od strony, z której nasuwał się lądolód). Drumliny występują zazwyczaj gromadnie, ułożone wachlarzowato lub równolegle do siebie, tworząc pole drumlinowe.
Początek nudny jak cholera, płaskie 30 km aż do Mazowsza, gdzie coś się zaczyna dziać. Potem już kilka fajnych podjazdów i zjazdów, oczywiście fajnych na miarę okolic Torunia. Zajeżdżam też na chwilkę do sanktuarium maryjnego w Oborach, ale oglądam tylko z zewnątrz.
W ramach kibicowania Kwiatkowi na Tour de France, dwukrotnie odwiedzam jego rodzinną wieś - Działyń. Jak podali wczoraj w Eurosporcie, Quintana w młodości dojeżdżał rowerem do szkoły na wysokość 3000 m.n.p.m. Biorąc pod uwagę, że Kwiatek mógł co najwyżej powpinać się na 50 metrowe hopki, to całkiem przyzwoicie się wczoraj zaprezentował w górach ;-)
W domu melduję się przed 12. Czas zasiąść przed TV i trzymać kciuki za Flowermana ;-)
dziś jest tak jak na zdjęciu poniżej. w tle wielkie czerwone rosnące przy budynku to największe chamstwo świata. róża sąsiada, która ma dobre 20 lat, przetrwała kilka powodzi [w tym ostatnią 3 lata temu gdy stała 2 miesiące w wodzie]. sąsiad w ogóle jej nie przycina, nie nawozi, nie podlewa, samo rośnie i jest. 10 metrów dalej, już na naszym terenie żadna róża nie chce w ogóle przetrwać ;-)
Wszystko co dobre szybko się kończy i po ponad tygodniu czas było wracać do domu ;-)
Wyjazd z Tlenia około godziny 13.00. W domu byłem o 17.40. Noga dobrze podawała, po drodze tylko jeden postój - 3 minuty na kanapkę w Chełmnie.
Do Torunia wjazd DDR z Unisławia, który za sprawą oznakowania stał się jednym wielkim bublem. Przy wszelkich przecinkach, w tym z drogami leśnymi i polnymi nie ma przejazdów rowerowych, tylko przejścia dla pieszych, miliard niepotrzebnych znaków i obowiązek schodzenia z roweru. Parodia.