Nawet czas ten sam, pomimo duzego blota w lesie ;-) Nie mam zbytnio czasu na odkrywanie nowych miejsc i dluzsze wypady. Za tydzien poprawka i po niej bedzie mozna spokojnie pojezdzic wiecej.
Chcialbym w 2010 zrobic 5000 km, ale do tego brakuje jeszcze jedynie 1608 km ;P bedzie ciezko, ale latwo sie nie poddam :)
Dobra, wiem ze takie cos jak dolina Jordanu nie istnieje. Nie mniej jednak taka rzeczka przeplywa przez tereny ktore przemierzalem, a ze jechalo sie swietnie to i trasa zasluguje na jakas dumna nazwe ;)
Piekna pogoda, cieplo, lekki wiatr, grzejace slonce. W koncu ciagle mamy lato. Najpierw szalencza jazda w terenie, a potem blyskawicą po idealnym asfalciku z Silna. Umysl przewietrzony, to mozna sie teraz zabrac za nauke.
Plan był zeby dojechać szlakiem sw.Jakuba do Ciechocina i wrocić zielonym rowerowym. Trasa była ciekawa, zwłaszcza odcinek Elgiszewo - Młyniec. W piasku troche mój tylny slick sie zakopuje, ale ogólnie rower i forma dają radę.
W Lubiczu spotkałem Kasę rozwieszającego rozkłady jazdy Arrivy na dworcu. Towarzyszyłem mu w tym celu do Dobrzejewic, gdzie największy problem stanowiło znalezienie dworca.
Rozeszly sie chmury, wyszlo slonce to i szybko sie ubralem, wzialem ze soba mp3 z audiobookiem kodeksu postepowania karnego i ruszylem w kierunku Zlotorii. Tam wjechalem na szlak sw Jakuba, ktorym dotarlem do Lubicza. Dalej przez Nowa Wies z powrotem do Zlotorii.
Przy sklepie spotkalem Kase i odprowadzilem go do domu. Pozniej jeszcze zahaczylem o Polna i powrocilem na Rubinkowo.
Szlak sw Jakuba bardzo fajny. Gruntowka dobrze ubita, rowna. Musze kiedys pojechac nim kawalek dalej niz do krajowej 10.
Na swoje miejsce na kierownicy powrocil tez Krecik. Bylem swiecie przekonany, ze ktos mi go ukradl. Tymczasem okazalo sie, ze byl w najglebszej kieszeni w plecaku ;)